REKOMENDACJE

- W globalizującym się świecie zmieniają się funkcje uniwersytetu. Szkolnictwo wyższe staje się międzynarodowe, tak jak miało to miejsce w wiekach średnich. Internacjonalizację szkolnictwa wyższego uważam za bardzo ważny i godny poparcia, ponieważ jest odpowiedzią na zmiany w gospodarce i życiu społecznym wynikające z postępującej globalizacji, ale jednocześnie stwarza nowe szanse rozwojowe i nowe zagrożenia. Sytuacja dojrzała do poważnej, merytorycznej rozmowy o przyszłości polskiego szkolnictwa wyższego w kontekście globalnym – tak prof. dr hab. Stanisław Sulowski, dyrektor Instytutu Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego, uzasadniał przyczyny, dla których zainicjował debatę: Jak i po co internacjonalizować polskie szkolnictwo wyższe?

Istotnym powodem do organizacji debaty stała się również książka Uniwersytet ponad granicami. Internacjonalizacja szkolnictwa wyższego w Polsce i w Niemczech” dr Bianki Siwińskiej (która powstała na podstawie jej pracy doktorskiej, pod kierunkiem prof. Sulowskiego), pierwszego w Polsce opracowania tak szeroko omawiającej ten temat.

Debata (11 marca br.) zgromadziła osobistości polskiego życia naukowego, które znalazły się zarówno wśród panelistów, jak i licznej publiczności. Tłem do dyskusji, którą prowadził prof. dr hab. Andrzej Koźmiński, prezydent Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie, był zarysowany przez niego globalny pejzaż szkolnictwa wyższego w najbliższych latach, który jego zdaniem wydaje się być ekscytujący. Profesor przypomniał, że do 2035 roku globalna populacja studentów przekroczy 520 mln, podczas gdy w 2000 roku było ich 100 mln. Ten popyt wymusi podaż, który wynika m.in. ze wzrostu globalnej klasy średniej oraz wymogów kwalifikacyjnych dla zatrudnionych w krajach najbardziej rozwiniętych. - Taka wizja, że do końca wieku każdy zatrudniony będzie miał jakąś formę  wyższego wykształcenia, wydaje się prawdopodobna – podkreślał prof. Koźmiński.

Ale popyt na szkolnictwo wyższe nie będzie się równo rozkładał, największy wzrost studentów będzie pochodził z krajów spoza Europy, dlatego gigantycznie wzrośnie konkurencja europejskich uczelni i ich dywersyfikacja. Powstanie światowa superliga, pierwsze 50, 100 uniwersytetów, i kolejne ligi – II, III, IV, itd., w zależności od tego, jak uplasuje się dana uczelnia w sieciach powiązań, głównie badawczych. Powstają gigantyczne fabryki edukacji wyższej, już zaczyna się z tego robić przemysł eksportowy, pojawiają się programy rządowe, których celem jest poważne zwiększenie liczby zagranicznych studentów (np. w kanadyjskich uczelniach), co zapowiada bardzo zaciętą walką. Przewaga konkurencyjna będzie oparta na wielu przesłankach, z pewnością także rankingach, akredytacjach, itp.

Ów pejzaż okazał się tłem do zapytania prof. dr hab. Katarzyny Chałasińskiej-Macukow, honorowej przewodniczącej  KRASP i byłej rektor Uniwersytetu Warszawskiego, o to, jak polskie szkolnictwo wyższe plasuje się na tle tego nadchodzącego tsunami? – Jeżeli skoncentrujemy się na tych wyzwaniach, które w ostatnich latach stanęły przed nami, głównie lawinowego masowego kształcenia, w kontekście internacjonalizacji, to ważne jest, żeby zdać sobie sprawę z tego, w którym miejscu jesteśmy dobrzy, w którym źli, zarówno w szkolnictwie wyższym, jak i nauce. Tego dotychczas nie zrobiliśmy. Dla decydentów, mediów jesteśmy jednością, najwyżej plasującą się w czwartej setce rankingu szanghajskiego, z czego wyciąga się daleko idące wnioski – mówiła profesor. – Natomiast ważne jest, żeby było wiadomo, że na uczelni X znakomita jest fizyka, na Y filozofia, a gdzieś tam filologia, i żeby było to wiadome nie tylko nam, ale także w świecie zewnętrznym. Na to powinniśmy zwrócić większą uwagę.

Prof. Chałasińska-Macukow przypomniała również, że uniwersytet globalny to nie tylko ten, który myśli o tym, jak mieć więcej studentów cudzoziemców i być konkurencyjnym na międzynarodowym rynku edukacyjnym oraz naukowym, ale także ten, który bierze udział w kreowaniu świadomego obywatela, poruszającego się bez lęków w globalnym świecie. Obywatela, który wie, co to jest zagrożenie klimatyczne, problem ocieplenia, problem energii jądrowej, jak wyglądają i na co mają wpływ różnice kulturowe, i potrafi świadomie podejmować wszelkie decyzje.

Kolejne pytanie, skierowane do prof. Marka Rockiego, senatora RP, przewodniczącego Państwowej Komisji Akredytacyjnej, czyli „strażnika jakości w szkolnictwie wyższym”, dotyczyło podejmowanych działań, w wyniku których nasza kultura akademicka stanie się bardziej rygorystyczna. Jest to warunek uczestniczenia w liczących się zagranicznych naukowych przedsięwzięciach i obecności zagranicznych studentów. – Jestem zwolennikiem obyczajów akademickich, ale często mijają się one z prawem, które powstaje, choćby faktu, że kiedyś wpis profesora do indeksu był rzeczą świętą, a dziś student może podważyć ocenę w sądzie – podkreślił profesor, przyznając rację prof. Macukow, że dla rzeczywistej internacjonalizacji konieczna jest rozpoznawalność, którą umożliwiają m.in. międzynarodowe akredytacje. Akredytacja uzyskana przez PKA również polepsza rozpoznawalność polskich uczelni, jak również akredytacja Departamentu Edukacji Stanów Zjednoczonych, dzięki czemu polskie uczelnie medyczne mają pośrednią akredytację USA.

Prof. Rocki przyznał, że w toku akredytacji PKA ujawniają się rozmaite patologie, ale jednocześnie widać postęp. To oznacza, że poprawia się ich jakość kształcenia, chociaż niekoniecznie jest bardzo wysoka, ponieważ ocen wyróżniających jak dotąd ma 2-3 proc. uczelni, a ci, którzy otrzymali pozytywną ocenę jakości kształcenia, wypełniają standardy, które są przewidziane przepisami i obyczajami akademickimi.

Jednak obowiązkowa internacjonalizacja może prowadzić do patologii – zwrócił uwagę prof. Rocki – jak choćby zapisywanie studentów zagranicznych pro forma, podczas, gdy wykłady i ćwiczenia uczelni prowadzi tylko w języku polskim. Wskazał również na patologiczne praktyki niektórych uczelni związane z internalizacją, polegające na sprzedawaniu wiz do krajów Schengen, co sprowadza się do zapisywania na I semestr zagranicznych studentów z pobraniem czesnego, po to tylko, żeby powędrowali w świat na podstawie paszportów czy wiz, które dostali do Polski.

- Myślę, że internacjonalizacja będzie przyczynkiem do tego, żeby nasze szkolnictwo wyższe miało się lepiej, ponieważ zagraniczni studenci czerpiąc od nas wiedzę zostawią swoje pieniądze  i staną się ambasadorami, którzy będą promowali nasz kraj, naszą wiedzę, naszą kulturę. I na to liczę…

Dr Bianka Siwińska,autorka książki opowiedziała, czego możemy nauczyć się od praktyk internacjonalizacji w uczelniach niemieckich, zwłaszcza jeśli chodzi o strategiczne i dalekowzroczne myślenie systemowe. Im udało się już w 2008 roku ogłosić na poziomie państwowym dokument najwyższej rangi o internacjonalizacji szkolnictwa wyższego i rozwijać DAD, instytucję, która systemowo wspiera internacjonalizację.  Udało się przekonać decydentów, uczelnie i społeczeństwo, że jest to ważne z punktu widzenia promocji kraju, jego kultury, dydaktyki , nauki, ponieważ są na to delegowane państwowe środki – podkreśliła.

Natomiast w Polsce myśli się o  internacjonalizacji jako o elemencie ekonomicznym w krótkiej perspektywie, co szkodzi całemu procesowi i dopuszcza do powstawania  tzw., dzikiej internacjonalizacji, o której mówi prof. Rocki. Tak się dzieje, kiedy nie ma spójnej polityka państwa, kiedy nie ma strategii rozwojowej szkolnictwa wyższego, a w segmencie umiędzynarodowienia szczególnie i nie ma wizji. W Polsce wszystko, co dzieje się w tej kwestii od dwudziestu lat wynika z inicjatywy poszczególnych uczelni, ciał pośredniczących lub nacisków płynących z UE.  Ten brak jest bardzo widoczny i obciążający. Ale trzeba też powiedzieć, że właśnie stoimy na progu masy krytycznej, ponieważ w zakresie internacjonalizacji jest u nas czynnych 100 uczelni, bardzo aktywnych 50, a dobrze zinternacjonalizowanych -  kilkanaście. Jesteśmy na progu dużej zmiany, teraz ważne jest, co stanie się dalej? Czy nasza internacjonalizacja otrzyma wsparcie, czy znajdziemy na nią własną odpowiedź, czy nadal będzie dominować strategia zaniedbań i jej dziczenie – zastanawiała się Bianka Siwińska.

Jacek Żakowski, publicysta, zmierzył się z pytaniem na temat jakości debaty publicznej na temat umiędzynarodowienia polskich uczelni i polskiego szkolnictwa wyższego, w tym wyraźnej nagonki na nasze uczelnie. – Odpowiedź jest prosta – nie ma debaty o umiędzynarodowieniu polskich uczelni, podobnie jak nie ma żadnej innej debaty. W Polsce jest to problem systemowo-ustrojowy, kwestia fundamentalnego niedocenienia mechanizmu społecznego w procesie modernizacji i transformacji. Jednym z tych mechanizmów jest komunikacja przez system mediów publicznych i prywatnych, czego nie rozumieją autorzy polskiej transformacji. W rezultacie bardzo zły poziom świadomości społecznej jest jedną z głównych barier rozwojowych – odpowiadał.

Publicysta obawia się, że dyskutowany temat jest odpryskiem ogólnej choroby nazwanej finansalizacją. Obawia się, że jeśli w Polsce wzrośnie presja na umiędzynarodowienie, to wzrośnie dyskurs finansalizujący życie uniwersytetu, zamieniający relację w transakcję.  To, jego zdaniem, już widać, choćby na poziomie rekrutacji na studia, która polega wyłącznie na wynikach egzaminu maturalnego, bez kontaktu z przyszłym studentem.

Podkreślił także, że aby sprzedać towar, trzeba mieć porządek u siebie, co m.in. oznacza, że najpierw należy zadbać o jakość uczelni, a potem oczekiwać przyjazdu studentów. Osobną sprawą jest całe otoczenie społeczne i kulturowe, które nie zawsze sprzyja obecności studentów zagranicznych w Polsce.

Te dość kontrowersyjne opinie panelistów, wywołały liczne wypowiedzi uczestników dyskusji. M.in. prof. Marek Krawczyk, rektor Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, podzielił się doświadczeniami polskich uczelni medycznych, które są zinternacjonalizowane od 20 lat i ten proces rozwija się z każdym rokiem.  – Nie da się odłączyć elementu korzyści finansowej uczelni od tego, czego ona uczy – podkreślił wyrażając przekonanie, że w zakresie umiędzynarodowienia nie oczekuje od państwa pomocy, bo uczelnie same powinny o to walczyć. Jego pogląd wywołał kolejne opinie, które zapewne będą kontynuowane w kolejnych debatach.

Współorganizatorem debaty było Wydawnictwo ELIPSA. Partnerami :Parlament Studentów RP, Forum Akademickie, Perspektywy, Obywatele Nauki.